Przemówienie JM Rektora prof. Stanisława Moryto na uroczystych obchodach Świętach Uczelni w dniu 22 lutego 2010 r.

Panie i Pano­wie Mini­stro­wie!
Panie i Pano­wie Posło­wie!
Panie Mar­szałku! Panie Woje­wodo! Panie Pre­zy­den­cie!
Wasze Magni­fi­cen­cje! Sza­nowni Zebrani!

 

Nie od dziś, ale od dawna – jak mi się wydaje – wszę­dzie tam, gdzie roz­brzmiewa mowa pol­ska, nie ma chyba nikogo, w któ­rego wnę­trzu by coś nie drgnęło, gdy usły­szy słowo „Cho­pin”. Jest to coś takiego, czego w pierw­szej chwili nawet zro­zu­mieć się nie da. Nazwi­sko to jest czymś wyjąt­ko­wym, czymś świę­tym, czymś nad­zwy­czaj­nym. Czują to wszy­scy, że Cho­pin i jego genialne dzieła to wła­sność ogól­no­ludzka, war­tość trwała, ponad­cza­sowa. Ale wie­dzą także, że jest to bez­cenny skarb naro­dowy, w któ­rym zamknięta jest prze­szłość nasza; ta wielka, dumna i sławna i także ta tra­giczna, smutna. Można powie­dzieć i co innego, iż jest to stale bijące źródło, z któ­rego wypływa wartki stru­mień wspa­nia­łych war­to­ści, co przy­szłość naszą two­rzyć powinny. Każdy naród musi mieć swe zasad­ni­cze cele, także w kul­tu­rze, które są testa­men­tem prze­ka­zy­wa­nym do wyko­na­nia przez poko­le­nia, poko­le­niom. Jeśli tak jest rze­czy­wi­ście, to nie należy się dzi­wić, że to nazwi­sko i ta spu­ści­zna, ota­czane są nad­zwy­czajną opieką, wielką tro­ską i czcią naj­wyż­szą. Dzieje się tak nie tylko u nas, ale także – co jest bar­dzo krze­piące – i w innych kra­jach. W naszych wypeł­nio­nych czę­stymi zmia­nami cza­sach, dla wielu ludzi nawet w naj­bar­dziej odle­głych kra­jach, o innych niż nasza zachod­nia, kul­tu­rach, muzyka Cho­pina koja­rzy się naj­czę­ściej z Pol­ską. Jest, co zdu­mie­wa­jące, rozu­miana i kochana. I dla­tego możemy ją usły­szeć wszę­dzie, na wszyst­kich kon­ty­nen­tach, o każ­dej porze dnia i nocy. Całe poko­le­nia odnaj­dy­wały w muzyce Cho­pina to co było im naj­bliż­sze, naj­bar­dziej oso­bi­ste, naj­bar­dziej intymne. Odnaj­dy­wały swoje rado­ści, smutki, ele­menty nie­pew­no­ści i bez­sil­no­ści, nostal­gię i nadzieję. Odnaj­dy­wały to, co w sztuce naj­waż­niej­sze, co jest jej istotą, a mia­no­wi­cie to coś, co znaj­duje się poza samą sztuką. Wyjąt­ko­wość Cho­pina polega na tym, że był on w sta­nie dźwi­gnąć to co ludowe i to co pol­skie na taki poziom ory­gi­nal­no­ści i dosko­na­ło­ści arty­stycz­nej, że dzieła jego zachwy­cają wszyst­kich, nawet tych nie­mu­zy­kal­nych, któ­rzy czują w tej muzyce powiew wiel­ko­ści z innego świata. Przez to też stał się Cho­pin kom­po­zy­to­rem nie pery­fe­ryj­nym, a sto­ją­cym w cen­trum, na jed­nym z naczel­nych miejsc pan­te­onu sztuki.

Trudno zatem się dzi­wić, że muzyka Cho­pina przy­ciąga melo­ma­nów na całym naszym glo­bie. Trudno się dzi­wić, że wycho­dzą oni z tych kon­cer­tów wzbo­ga­ceni duchowo, szczę­śliwi i zado­wo­leni. Trudno się dzi­wić, bo dusze ich sko­ła­tane i spra­gnione piękna, dozna­wały tam uko­je­nia i ulgi oraz zaspo­ko­je­nia tych potrzeb i pra­gnień, o które woła wnę­trze nasze. Cią­gną do Pol­ski piel­grzymki miło­śni­ków muzyki Cho­pina z całego świata, by miej­sca uświę­cone obec­no­ścią wiel­kiego kom­po­zy­tora, zoba­czyć, dotknąć i zro­zu­mieć. Każdy naród ma swoje świę­to­ści. Ma je rów­nież naród pol­ski. Świę­to­ścią dla każ­dego Polaka, bez względu na poglądy poli­tyczne, bez względu na sta­tus mająt­kowy, bez względu na pocho­dze­nie spo­łeczne jest Cho­pin i jego twór­czość. Jest to zawarte w genach naszych. Dla­tego już małe dziecko, gra­jąc „Życze­nie” Cho­pina ze skarb­czyka utwo­rów dla mło­dzieży, czy też inny jego drobny utwór, nie gra tak, jak gra utwory innych kom­po­zy­to­rów, ale gra tak, jakby ten utwór był jakimś mitem reli­gij­nym, mitem naro­do­wym przez wszyst­kich zro­zu­mia­nym, przez wszyst­kich zna­nym, który całemu spo­łe­czeń­stwu daje pew­ność, że jest wielki i że jest piękny. Za każ­dym łanem zbóż, za rachi­tycz­nym brzo­zo­wym laskiem na piasz­czy­stym Mazow­szu, za rzę­dem wierzb nad rucza­jem, kapliczką przy polnej dro­dze, sta­wem zaro­śnię­tym tata­ra­kiem, błę­kitną wstęgą Wisły, pano­ramą war­szaw­skiego Sta­rego Mia­sta, skrywa się piękno pej­zażu i piękno muzyki Cho­pina zamknięte w mazur­kach, bal­la­dach, nok­tur­nach, pre­lu­diach. Piękno – cudowne, tajem­ni­cze i uni­wer­salne słowo. Trudno zna­leźć inną nową nazwę dla okre­śle­nia każ­dego dzieła sztuki z osobna. Nie ma kom­po­zy­tora, który tak jak Cho­pin opo­wia­dałby dźwię­kami rów­nie przej­mu­jąco o życiu i prze­mi­ja­niu, o rze­czach codzien­nych i ponad­cza­so­wych, o małych zda­rze­niach i o wiel­kiej histo­rii. Sztuka Cho­pina to kwiat uczuć czło­wieka. Jest w niej wyjąt­kowy ład. Każdy dźwięk jest na swoim miej­scu. Więc roz­ko­szujmy się tym szczę­ściem, tym wiel­kim darem, szu­ka­jąc tego co boskie, ludz­kie i piękne we wszyst­kich utwo­rach przez niego stwo­rzo­nych. Jeżeli tak kochamy tę muzykę, to rze­czą natu­ralną jest, że wszy­scy pra­gniemy, by ten bez­cenny skarb, pozo­stał w naszym depo­zy­cie na zawsze, by ubo­ga­cał nie tylko nas, ale i innych. Niech czer­pią z niego wszy­scy i ci któ­rzy uwa­żają, że sztuka to cho­roba, obłęd, mija­nie się z ist­nie­niem i ci dla któ­rych jest ona cudem świata, roz­ma­chem, codzien­nym odde­chem. Naszym celem i naszą powin­no­ścią jest słu­żyć cho­pi­now­skiej spra­wie. A sprawa, któ­rej słu­żymy zwłasz­cza w tym uświę­co­nym wielką tra­dy­cją miej­scu, w tej nie­do­ce­nia­nej uczelni, jest więk­sza i waż­niej­sza niż my wszy­scy. I dla­tego musi być przez nas i ponad nas stale podnoszona.

prof. Sta­ni­sław Moryto
Rek­tor
Uni­wer­sy­tetu Muzycz­nego Fry­de­ryka Chopina

 

War­szawa, 22 lutego 2010 r.


ostatnia modyfikacja: 26/02/2010